ga('require', 'displayfeatures');

wtorek, 27 stycznia 2015

W dłuższej perspektywie kredyt we frankach się opłaca?


Prawie wszyscy, którzy w 2006 roku wzięli kredyt hipoteczny w złotych, są na razie bardziej stratni od frankowiczów. Ale to frankowiczom rośnie kapitał do spłaty.

Po decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego, że przestaje chronić kurs franka przed nadmiernym umocnieniem, frank poszybował do góry. W pewnym momencie osiągnął nawet poziom 5,2 zł. Teraz utrzymuje się na poziomie ok. 4,3 zł. Kredytobiorcom, którzy wzięli kredyt na dom czy mieszkanie we frankach, niespodziewanie wzrosła rata. Średnia miesięczna rata takiego kredytu to 2 tys. zł, frankowicze musieli zapłacić ok. 350 zł więcej.




Pomóc frankowiczom próbują rząd, KNF, UOKiK i same banki. Niektóre obniżyły spread, a prawie wszystkie zdecydowały się uwzględniać ujemny LIBOR, tak że klientom spadło oprocentowanie. Ale czy rzeczywiście Polacy, którzy zdecydowali się na kredyt hipoteczny w złotych, są na wygranej pozycji? Sprawa jest bardzo niejednoznaczna. Ktoś, kto w 2006 roku zaciągnął 300 tys. zł kredytu hipotecznego w złotych, do tej pory płacił wyższe raty niż ktoś, kto wziął kredyt we frankach. Tak wynika z wyliczeń przygotowanych dla "Gazety Wyborczej" przez analityka Avivy Pawła Majtkowskiego.



- Tym, co mnie najbardziej uderzyło, jest to, że po uwzględnieniu ujemnego LIBOR-u w oprocentowaniu kredytu we frankach raty są niższe od najwyższych rat w przypadku kredytu w złotych - mówi "Wyborczej" Paweł Majtkowski. - Zwłaszcza przez pierwsze trzy lata od momentu zaciągnięcia kredytu, aż do 2009 roku, raty kredytu w złotych były dużo, dużo wyższe od rat kredytu we frankach.



Załóżmy, że w 2006 roku Kowalski wziął kredyt w wysokości 300 tys. zł. Jeśli wybrał ten w złotych, w pierwszym roku płacił miesięcznie ok. 1760 zł. Gdyby wybrał kredyt we frankach, byłoby to 1235 zł. Rok później różnica w wysokości rat zmniejszyłaby się do 300 zł na korzyść frankowiczów. Jednak już w 2009 roku kredytobiorca, który wziął kredyt w złotych, płaciłby ponad 700 zł miesięcznie więcej - 2 tys., frankowicz - 1,3 tys. zł. W kolejnych latach ta przepaść nieco się zmniejszała. Teraz kredytobiorca, który wziął kredyt w złotych, płaci miesięcznie nieco ponad 1,3 tys. zł, a frankowicz - blisko 1,7 tys. zł. Ale dopiero od ubiegłego roku.


Na tym nie koniec 


Kredyt złotowy jest w dużym stopniu narażony na ryzyko z uwagi na wahania stopy procentowej. Od 2006 roku do dziś wysokość raty kredytobiorcy w złotych wahała się w granicach 670 zł, a frankowiczów - niecałych 440 zł. Nawet jeśli banki nie uwzględniłyby w obliczaniu oprocentowania ujemnego LIBOR-u, różnica pomiędzy najwyższą a najniższą ratą to 640 zł.



- Po analizie wyliczeń okazuje się, że wahania raty kredytu we frankach wcale nie są aż tak duże. Wahała się ona dużo mniej niż kurs. Od 2006 roku kurs franka wzrósł dwukrotnie, a raty - tylko o blisko 20 proc. - komentuje wyliczenia analityk Avivy.


I dodaje: - Teraz mamy najmniej korzystny moment dla franka, ale w czasie kryzysu rata kredytu frankowego była w miarę stabilna. To dlatego że bardzo mocno spadały wtedy stopy procentowe. Dziś stopy i tak już są na ujemnym poziomie, więc nie zneutralizowały skokowego wzrostu kursu.

Co będzie dalej? - Jeśli kredyt we frankach wzięliśmy na 30 lat, to jest duże prawdopodobieństwo, że w dłuższej perspektywie będzie nam się bardziej opłacał - mówi analityk Avivy.

Tu jednak kluczowe znaczenie ma kurs walutowy. I nie chodzi tylko o wysokość rat. Skok kursu szwajcarskiej waluty ma bowiem wpływ na wartość zadłużenia, jakie pozostało nam do spłaty. Tu widać przewagę zadłużonych w rodzimej walucie. Spłacane przez nich raty powodują bowiem spadek realnego kapitału pozostałego do spłaty, a w przypadku frankowiczów ten kapitał - wyrażony w złotych - rośnie wraz z drożejącym frankiem.



A o tym jak obniżyć ratę walutowego kredytu hipotecznego pisałam TUTAJ.


Źródło: wyborcza.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz